Co tam przedwiośnie. Berety mogłabym nosić cały rok. Ewentualnie mogę z nich zrezygnować w upał, ale to nic pewnego. I nigdy, przenigdy nie kupię beretu w sieciówce. Toż to za pół ceny, czy i więcej niż pół mam identiko z
osiedlowego sklepiku jak to się zgrabnie nazywa.
A post miał być o spódnicy, przeszytej z jakiejś innej zalegającej domowe szafy. I jest z wełny, czystej wełny, zatem zero sztuczności, jeno komfort. I jest przeze mnie obnoszona całą zimę, pół jesieni i pół wiosny.
I brzydkie, brzydkie bramy (które kiedyś były ładne), ale za to z piękną posadzką (?)



Spódnica - z szafy, pod igłę
Golf - milijon lat temu w Zarze
Kamizelka - z szafy
Torebka - czeski secondhand (nigdy nie wspominałam jego uroczej nazwy -
druha ruha i zabijcie mnie bohemiści jeśli popełniłam błąd!)
Buty ukradzione zespołowe Mazowsze - Allegro
Zegarek - od taty
Beret - osiedlowy sklepik